Koncepcja paralizatora stanowi odrębną gałąź ewolucyjną w stosunku do tradycyjnych paralizatorów. Chociaż mają tę samą podstawową zasadę działania – dostarczanie porażenia prądem w celu unieruchomienia celu – działają na bardzo różne sposoby. Standardowy paralizator wymaga bezpośredniego kontaktu. Dwie elektrody są sztywno przymocowane do korpusu urządzenia. Aby aktywować łańcuch, musisz przycisnąć go do ofiary. Taser przerywa to fizyczne połączenie.
Zamiast być częścią korpusu broni, elektrody znajdują się na końcach długich przewodów przewodzących. Przewody te pozostają podłączone do obwodu elektrycznego wewnątrz urządzenia. Po naciśnięciu spustu następuje działanie mechaniczne. Wewnątrz broni wybucha nabój ze sprężonym gazem. Rozprężający się gaz wytwarza ciśnienie. Ciśnienie to wypycha elektrody z cylindra. Lecą w powietrzu niczym pociski. Za nimi znajdują się przewody łączące je z bronią. Jest to mechanizm strzelania praktycznie identyczny jak w wiatrówce.
Gdy elektrody opuszczą lufę, są trzymane na celu zgodnie z fizyką. Na końcach elektrod znajdują się małe nacięcia. Jeśli trafią w cel, kolce zaczepią się o ubranie lub skórę. Połączenie zostało nawiązane. Następnie przez przewody przewodzące przepływa prąd o wysokim napięciu. Wnika w ciało napastnika. Rezultatem jest zahamowanie nerwowo-mięśniowe. Mężczyzna zamarza. Jest to ten sam efekt, co konwencjonalny paralizator, ale osiągany na odległość.
Kompromis między zasięgiem a przeładowaniem
Oczywistą zaletą tego projektu jest zasięg. Z zagrożeniem można nawiązać kontakt ze znacznie większej odległości niż przy użyciu urządzenia bezpośredniego kontaktu. Większość modeli zapewnia typowy efektywny zasięg od 15 do 20 stóp (około 4 do 6 metrów). W scenariuszu samoobrony ta dodatkowa odległość może decydować o bezpieczeństwie i niebezpieczeństwie.
Jednak jest pewien minus. Zwykle dostaje się tylko jeden strzał. Mechanizm podlega zużyciu. Po strzale nabój ze sprężonym gazem jest opróżniany. Przewody są rozwinięte. Aby móc ponownie korzystać z urządzenia należy ręcznie przewinąć przewody elektrod. Do komory należy także załadować nowy nabój ze sprężonym gazem. To nie jest szybkie przeładowanie.
To ograniczenie powoduje, że większość modeli Tasera ma opcję tworzenia kopii zapasowych. Poniżej otworów wystrzeliwujących pociski znajdują się zwykle zwykłe elektrody paralizatora. Jeśli pierwszy strzał chybi lub przewody się nie zaczepią, możesz przycisnąć broń do celu i aktywować standardowy obwód. Zmienia to broń dystansową w pałkę do walki wręcz, skutecznie zapewniając dwie metody ataku w jednym urządzeniu.
Śledzenie i identyfikacja
Organom ścigania zależy nie tylko na zatrzymaniu podejrzanego. Interesuje ich także odpowiedzialność. Niektóre modele Taserów rozwiązują ten problem dzięki wbudowanemu systemowi identyfikacji strzelca. Kiedy funkcjonariusz oddaje strzał, broń nie tylko uwalnia prąd. Wyrzuca także dziesiątki przywieszek identyfikacyjnych wielkości konfetti.
Te maleńkie znaki zawierają określone dane. Mówią śledczym, jakiego rodzaju broni użyto. Potrafią nawet wskazać miejsce oddania strzału. W ten sposób powstaje papierowy ślad dla każdego zdarzenia. Inne modele idą dalej. Integrują system komputerowy rejestrujący dokładny czas każdego strzału. Rejestrowanie tych danych pomaga w przeglądzie przypadków użycia siły i zapewnieniu przestrzegania protokołów.
Ciemna strona izolacji elektrycznej
Te urządzenia mają potężną moc. Władza ta niesie ze sobą odpowiedzialność etyczną. Producenci wyraźnie stwierdzają, że paralizatorów należy używać ostrożnie. Celem urządzenia jest samoobrona. Ma na celu unieruchomienie niekontrolowanej osoby, która stwarza bezpośrednie zagrożenie. To nie jest narzędzie do przesłuchań.
Jednak w ten sposób są używane na całym świecie. Amnesty International udokumentowała przypadki rutynowego używania przez rządy paralizatorów w celu wymuszenia zeznań od więźniów politycznych. Metoda ta jest atrakcyjna dla oprawców, ponieważ pozostawia niewiele fizycznych dowodów. Szok jest nieznośnie bolesny. Powoduje ogromny ból. Ale rzadko pozostawia widoczne rany. Nie ma siniaków przypominających ślady dłoni. Nie ma żadnych złamań kości, które byłyby wyraźnie widoczne podczas wstępnego badania. Brak oczywistych obrażeń utrudnia udowodnienie stosowania tortur w sądzie.
Chociaż paralizator może być stosunkowo bezpiecznym narzędziem, jeśli zostanie właściwie użyty do ochrony, w niewłaściwych rękach staje się niebezpieczną bronią. Granica pomiędzy samoobroną a torturami





























