Todd Blanche właśnie dał zwycięstwo Demokratom.
No prawie.
Pełniący obowiązki prokuratora generalnego potwierdził w weekend na piśmie, że Departament Sprawiedliwości (DOJ) anuluje proponowany fundusz o wartości 1,8 miliarda dolarów, który miał zrekompensować „szkody spowodowane uzbrojeniem” aparatu państwowego. Pierwotnie miała to być forma zadośćuczynienia dla tych, którzy zarzucali nielegalne działania rządu. Jednak program wyglądał jak „czarny fundusz” z obejściami. Z tego powodu zatwierdzenie Blanche na stanowisko stałego prokuratora generalnego utknęło w martwym punkcie. Sprzeciwiała się temu nawet część Republikanów.
Fundusz został już wycofany. Departament Sprawiedliwości oświadczył, że nie ma planów przywrócenia programu.
Wydaje się, że to rzadki moment, kiedy uprawnienia Senatu do zatwierdzania nominacji naprawdę uderzają w Biały Dom. Proces zatwierdzania Blanche stał się nowym punktem tarcia w prezydencji mającej obsesję na punkcie kontroli federalnych przepływów pieniężnych.
Historia tajnych kont Trumpa
Fundacja Przeciw „Uzbrojeniu” nie jest jedynym przypadkiem. Jest to najnowsza próba prezydenta Trumpa przekierowania pieniędzy federalnych na konta kontrolowane przez niego lub jego sojuszników. Ten wzór charakteryzuje znaczną część jego obecnego terminu. Kilka wcześniejszych prób stworzenia takich obejść finansowych faktycznie zadziałało.
Weźmy wenezuelski sektor naftowy.
Ponieważ na początku tego roku Stany Zjednoczone pomogły obalić Nicolasa Maduro, zyski z ropy kierowane są na specjalne konta skarbowe. Technicznie rzecz biorąc, są one klasyfikowane jako własność suwerennej Wenezueli. W praktyce można ich zwolnić wyłącznie na polecenie Sekretarza Stanu. To duża dźwignia ukryta w księgach.
Następnie jest Rada Pokoju.
Koalicja Trumpa na rzecz odbudowy Gazy podejrzanie przypomina program „zapłać i zdobądź miejsce”. Kraje otrzymają trzyletnie mandaty w radzie tylko wtedy, gdy wspomogą organizację kontrolowaną przez Trumpa kwotą 1 miliarda dolarów. Zarejestrowało się ponad 20 krajów. W kwietniu Reuters podał, że wypłacono tylko dwa z nich. Inni kupili wpływy, nie płacąc pełnej ceny.
Podczas swojej pierwszej kadencji przedstawił także pomysł utworzenia amerykańskiego suwerennego funduszu majątkowego. Miało to pozwolić rządowi na kierowanie inwestycji do prywatnych firm. Jednak nigdy nie został on w pełni wdrożony. Jednak obecna administracja nabyła już udziały w co najmniej dwunastu firmach. Można to nazwać inwestycjami zdywersyfikowanymi. Możesz też kupić wpływy.
„Długoterminowe ryzyko polega na tym, że jego prezydentura znormalizuje pogląd na otrzymywanie i wydawanie pieniędzy… jako na instrumenty osobistej władzy”.
Tade DeHaven, analityk polityczny w Catto Institute, wyraźnie wyraził to w artykule dla Vox. Niebezpieczeństwo polega nie tylko na potencjalnej niezgodności z prawem. Główny problem leży w precedensie. Normalizuje to wykorzystanie środków publicznych jako instrumentów kontroli prywatnej.
Konsekwencje polityczne
Inicjatywa likwidacji funduszu wyszła od dwóch konkretnych senatorów.
Tom Tillis z Północnej Karoliny. Johna Cornena z Teksasu.
Obaj są Republikanami. Obaj zmusili administrację do ustąpienia. Według obecnego harmonogramu obaj opuszczą Senat na początku 2027 roku. Ten czas ma znaczenie. Tylko oni odważyli się przełamać status quo w tej sprawie.
Trumpowi się to nie podobało.
W sobotę zamieścił w mediach społecznościowych post, w którym nalegał, aby uzyskać jakąś wersję funduszu niezależnie od sprzeciwu senatorów. W poniedziałek powiedział dziennikarzom, że nie podpisał anulowania umowy. Nie rezygnuje z tego pomysłu. Po prostu czeka, aż spadnie cena polityczna tej kwestii.
Skandal wokół zatwierdzenia Blanche pokazał, że Biały Dom nie jest niezniszczalny. Senat nadal może powiedzieć „nie”. Ale Senat jest także jak drzwi obrotowe. Tillis i Cornen wkrótce wyjadą. Kto zajmie ich miejsca? Czy nowi senatorowie przeciwstawią się ciemnym funduszom? A może będą udawać, że nie zauważają?
Blanche chce tej pracy. Aby to osiągnąć, potrzebuje czystej reputacji. Ceną za wejście jest anulowanie funduszu. Na razie.
Poza nagłówkami
Podobno szczęście jest przereklamowane.
W nowej książce autor Ian Bogost przekonuje, że powinniśmy przestać gonić za szczęściem. Zamiast tego powinieneś dążyć do przyjemności zmysłowej. To łatwiejsze. Bardziej bezpośrednio. To uczucie zmiany biegów w samochodzie z manualną skrzynią biegów. Lub uczucie gorącego kubka w dłoniach. Doświadczenia fizyczne zamiast abstrakcyjnej radości.
Być może to kwestia obecnego nastroju. Mniej myślenia, więcej odczuwania. Nawet jeśli rząd próbuje ukryć swoje rachunki.
Dowiemy się, co będzie po 2026 roku. Funduszu już nie ma. Ale chęć kontrolowania pieniędzy pozostaje.






























