Dlaczego europejskie stolice pozostają w tyle za Brukselą pod względem sztucznej inteligencji i personelu

11

Unia Europejska działa szybko. Tak szybko, że państwa członkowskie zostają w tyle, dławiąc się pyłem.

Przez lata głównym zarzutem była prędkość. Proces legislacyjny UE działa bez przerwy, często przekraczając zdolność stolic krajowych do przetwarzania napływu dokumentów. Teraz różnica staje się bardziej strukturalna. Nie chodzi już tylko o to, kto najszybciej napisze notatkę. Chodzi o to, kto ma ludzi „w terenie” i technologię w chmurze.

Bruksela eksperymentuje z narzędziami sztucznej inteligencji do zarządzania obciążeniem pracą. Zatrudnia pracowników i integruje nowe procesy. Wiele stolic krajowych wciąż próbuje wymyślić, jak wysłać e-mail, nie mówiąc już o wdrożeniu uczenia maszynowego do analizy polityki.

I prawie nikt nie mówi o tym głośno.

Kłócimy się o prawo weta. Rozmawiamy o reformach instytucjonalnych. Rzadko jednak kwestionujemy, czy poszczególne państwa członkowskie rzeczywiście są w stanie dotrzymać kroku tym zmianom. Albo czy uda im się skutecznie bronić stanowisk narodowych, gdy UE porusza się z prędkością światła.

Komisja rozważa nawet wysłanie własnego personelu do stolic członkowskich, aby zwiększyć swoje wpływy. Tymczasem te same państwa nie są w stanie obsadzić wystarczającej liczby pracowników w swoich Stałych Misjach (Stałych Przedstawicielstwach) w Brukseli.

To strata dla wszystkich.

Niedobory kadrowe w misjach UE

Rozmiar oczywiście nie zawsze decyduje o wszystkim. Małe narody mogą uderzać powyżej swojej wagi. Estonia robi to od dziesięcioleci. Jednak strategia „mała i zwinna” działa tylko wtedy, gdy system rzeczywiście działa.

W przypadku większości małych lub wschodnioeuropejskich państw członkowskich obecne podejście jest przestarzałe. Bardziej prawdopodobne, że jest uszkodzony.

Problemy są trywialne, ale fatalne:
– Chroniczne braki kadrowe.
– Niepowodzenie w rekrutacji lub zatrzymaniu najważniejszych talentów w dziedzinie polityki UE.
– Słaba koordynacja między Stałymi Przedstawicielstwami w Brukseli a ministerstwami w kraju.
– Brak horyzontalnego podejścia do polityki UE na szczeblu ministerialnym.

Kiedy obcina się budżety, zmniejsza się także personel. W przypadku redukcji rozmiarów technologia nie wypełnia pustki. Podkreślają jedynie jego obecność.

W rezultacie wiele krajów pełni rolę obserwatorów. Podobnie jak reaktory. Patrzą, jak pociąg odjeżdża, a potem piszą list, w którym pytają, dlaczego nie powiedziano im, że przyjedzie.

Nie można działać proaktywnie, jeśli brakuje personelu.

W miarę jak jednolity rynek zmierza w stronę pragmatycznej federacji, koszt bierności rośnie. Mniejsze państwa powinny przestudiować najlepsze praktyki. Nie tylko ze strony dużych sąsiadów, ale także samych instytucji unijnych. Wzmocnić reprezentację. Poważnie podchodź do technologii. Albo nadal być miażdżonym przez buldożer postępu.

Co pokazują dane dotyczące zatrudnienia w 2019 r

O co tu chodzi?

Przedstawiciele rządów krajowych uczestniczą w około 140 grupach roboczych i komitetach w Brukseli. Organy te podejmują decyzje w sprawie przepisów mających wpływ na wszystko, od sieci cyfrowych po dotacje rolne. Jeśli nie ma Cię w sali konferencyjnej lub jeśli osoba, którą wysłałeś, tonie w papierach, głos Twojego kraju będzie jedynie szeptem podczas huraganu.

Dane za 2019 r. przedstawiają ponury obraz. Duński zespół doradców Europa monitorował liczebność personelu Stałej Misji.

Hierarchia była jasna:

  1. Przywódcy: Mocarstwa zachodnie, takie jak Niemcy, Francja, Belgia i Austria, zatrudniały 150–200 pracowników.
  2. Grupa Środkowa: Rumunia, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania i inne kraje zatrudniały 103–147 pracowników.
  3. Maruderzy: Głównie mniejsze kraje lub kraje Europy Wschodniej. Litwa, Portugalia, Węgry, Chorwacja i inne działały z załogą liczącą zaledwie 69–89 osób.

Ta ostatnia grupa zatrudniała od dwóch do trzech razy mniej pracowników niż ich zachodni odpowiednicy.

Czy rozmiar oznacza jakość? Nie zawsze. Ale to oznacza przepustowość.

Kiedy te małe kraje przejmą prezydencję Rady UE, presja stanie się wyraźna. Zatrudnienie pomocy z zewnątrz jest trudne. Główny personel jest przeciążony. Decyzje podejmowane są pochopnie. Jakość cierpi.

Słabe ekosystemy i nieme zainteresowane strony

Polityka nie istnieje w próżni. W funkcjonującej demokracji wyborcy wpływają na program poprzez grupy branżowe, organizacje pozarządowe, ekspertów i media.

W wielu państwach członkowskich UE ten ekosystem jest cienki. Słaby.

Często brakuje komunikacji między politykami UE a lokalnymi zainteresowanymi stronami. Decydenci nie otrzymują na czas informacji zwrotnych. Żadnej konstruktywnej krytyki. Zmuszeni są do podejmowania decyzji w oparciu o wewnętrzny dialog lub rozmowy z garstką dobrze ustosunkowanych lobbystów.

To właśnie na tym najbardziej cierpią mniejsze państwa.

Ich branże są mniejsze. Aby przetrwać, grupy handlowe muszą działać jako „wielkie namioty”, co ogranicza ich zdolność do specjalizacji. Sektorowi mediów internetowych brakuje zasobów umożliwiających kontekstowe omawianie kwestii UE.

Wynik? Słaba debata publiczna.

Dyskusja na temat prawodawstwa UE rozpoczyna się zwykle na etapie transpozycji. Jest to punkt, w którym prawo zostało już napisane i możliwe są jedynie drobne poprawki. W tym czasie statek już odpłynął.

Dyskusja pozostaje powierzchowna. Uwięziony pomiędzy błyszczącymi komunikatami prasowymi UE a defetystycznymi, cynicznymi komentarzami lokalnymi.

Dlaczego czekamy, aż prawo będzie gotowe, aby zacząć się o to spierać?

To jest awaria systemu. Sytuację pogarsza brak filantropii ze strony europejskiego sektora prywatnego wobec organizacji non-profit i słabe podejście oparte na ekosystemie stowarzyszeń branżowych. Ale najbardziej odczuwają to mniejsi członkowie.

Przejrzysty model konsultacji w Irlandii

UE ma swoje wady, to prawda. Platforma Have Your Say była krytykowana za rozdęcie. Ale ona jest włączająca. Przezroczysty.

Państwa członkowskie powinny skopiować ten model.

Irlandia już to zrobiła.

System irlandzki zaprasza zainteresowane strony do dzielenia się swoimi poglądami na temat priorytetów Prezydencji UE. Otwiera kanały przesyłania opinii na temat konkretnych aktów prawnych, takich jak niedawna ustawa o sieciach cyfrowych. Jest otwarte. To przejrzyste.

Niektórzy urzędnicy się tego boją. Obawiają się rozbieżnych opinii. Chaos. Za dużo hałasu.

Jednak stare metody – zamknięte okrągłe stoły, spontaniczne spotkania z przyjaciółmi – ​​nie są już skuteczne. Wzbudzają podejrzenia, a nie politykę.

Tworzenie ram, w których wszyscy interesariusze mogą wyrażać swoje opinie, niezależnie od polaryzacji, buduje zaufanie. Zwiększa odpowiedzialność. Stymuluje zaangażowanie.

To zmusza polityków do słuchania.

AI jako wyrównywacz w sprawach UE

Jak więc to naprawić, nie zbankrutując?

Argument przeciwko zatrudnianiu większej liczby pracowników jest mocny w krajach o skromnych wydatkach. „Biurokracja jest zbyt duża” – mówią.

Ale sprawy UE nie są centrum kosztów. Jest to konieczność strategiczna. UE zmierza w kierunku zharmonizowanych przepisów. Mniej dyrektyw. Mniejsza elastyczność w przypadku lokalnych niuansów. Jeśli nie zainwestujesz w partycypację, domyślnie utracisz suwerenność.

Sama skala stanowienia prawa UE wymaga inwestycji. Same dane powinny wystarczyć, aby przekonać ministerstwa finansów.

Ale wyrzucanie pieniędzy w personel nie jest panaceum.

Potrzebujemy technologii.

Słaba koordynacja pozioma? Napraw to za pomocą udostępnionych platform cyfrowych. Utrata pamięci instytucjonalnej? Rozwiąż go, korzystając z baz wiedzy opartych na sztucznej inteligencji. Brak czasu? Zautomatyzuj pisanie projektów.

Komisja już to promuje. W swoim niedawnym przesłaniu na temat lepszego stanowienia prawa planuje wprowadzenie nowych narzędzi informatycznych. Komisja chce przygotować się na sztuczną inteligencję.

Estonia już to robi. Rząd nadaje priorytet przyjęciu sztucznej inteligencji w sektorze publicznym na najwyższym szczeblu polityki.

Jeśli sztuczna inteligencja oszczędza czas i poprawia produktywność w prywatnych firmach technologicznych, dlaczego nie w Brukseli? Albo w Rydze? Albo w Dublinie?

Stworzenie tych narzędzi zmusza nas do ponownego rozważenia podejść. Wymaga to gromadzenia odpowiednich danych. Opisy struktur administracyjnych. Zmusza to kraje do modernizacji swojego sposób działania.

Istnieją technologie. W niektórych stolicach istnieje zamiar.

Jednak zbyt wielu nadal postępuje w ten sam sposób. Telefon dzwoni. Papierów się piętrzy. Pociąg odjeżdża.

A na platformie nie ma nikogo.