Koniec prywatności w mediach społecznościowych: Dlaczego Facebooka należy traktować jak lekarza

12

Prywatność w Internecie zawsze była śliskim pojęciem. Nigdzie nie jest to bardziej zniekształcone niż w sieciach społecznościowych. Z definicji platformy te opierają się na otwartej wymianie pomysłów. To miejsce, w którym dzielimy się memami, niezręcznymi zdjęciami, filmami o kotach i, tak, fałszywymi wiadomościami. W takim środowisku „prywatność” staje się nie do poznania.

Dopiero teraz zaczynamy zdawać sobie sprawę z kosztów tego zjawiska. Gdy firma badawcza zebrała i wykorzystała dane od milionów użytkowników Facebooka bez ich wiedzy, iluzja została rozwiana. Dane te mogły zostać potencjalnie wykorzystane do celów osobistych związanych z wyborami prezydenckimi w 2016 roku. Ludzie w końcu zaczynają porzucać pogląd, że media społecznościowe to bezpieczne miejsce, nad którym mamy kontrolę.

Konsekwencje skandalu Cambridge Analytica były natychmiastowe. Wezwania do #DeleteFacebook zalały Internet. Wartość rynkowa Facebooka spadła o dziesiątki miliardów dolarów. Założyciel Mark Zuckerberg był zmuszony publicznie przeprosić. Kongres przygotowuje się do przesłuchania go na Kapitolu. Nawet konkurenci tacy jak Elon Musk, który w przeszłości rywalizował z Zuckerbergiem, zablokowali swoje konta na Facebooku dla Tesli i SpaceX.

Prawny obowiązek zaufania

Wygląda to na pierwsze w epoce informacyjnej oczyszczenie pozycji na dużą skalę. Jest to problem XXI wieku wymagający natychmiastowej reakcji.

Woodrow Hartzog, profesor prawa i informatyki na Uniwersytecie Northwestern oraz pracownik wizytujący w Centrum Internetu i Społeczeństwa na Uniwersytecie Stanforda, oferuje konkretne rozwiązanie. Musimy dokładnie przemyśleć i renegocjować podstawową umowę między użytkownikami a platformami.

Nowy standard powinien stanowić wiążącą umowę prawną. Powinno to zobowiązać platformy, aby nas nie oszukiwały.

Kiedy ktoś prosi o nasze dane osobowe, co robią media społecznościowe, ufamy mu. Muszą być zobowiązani do utrzymania tego zaufania.

Hartzog twierdzi, że zaufanie nie może być jedynie niejasnym uczuciem. Musi to być wymóg prawny.

“Powinni być zobowiązani do zachowania tajemnicy naszych informacji. Powinni być zobowiązani do szczerości w stosunku do nas w kwestii tego, co robią z tymi informacjami” – mówi. Nie oznacza to tylko ukrywania szczegółów drobnym drukiem. Oznacza to rozwianie błędnych przekonań. Platformy mają obowiązek chronić nasze dane przed włamaniami. Muszą rozliczać się, gdy dzielą się informacjami ze stronami trzecimi. Jeżeli dane są anonimowe, powinno tak pozostać.

Co najważniejsze, firmy muszą być wobec nas zaangażowane. Nie mogą przedkładać swoich interesów ani interesów osób trzecich nad nasze. Poprosili o nasze informacje. Muszą działać w naszym najlepszym interesie.

Brzmi szlachetnie. Leży to w najlepszym interesie konsumentów. To prawdopodobnie słuszna decyzja. Ale Facebook to biznes. Zaufanie trudno jest spieniężyć. Uregulowanie tego może być jeszcze trudniejsze.

„Zaufanie nie jest pojęciem obcym prawu” – podkreśla Hartzog. “Mamy takie systemy regulacyjne. Twój księgowy ma wobec ciebie obowiązek zaufania. Twój lekarz ma wobec ciebie taki obowiązek zaufania.”

Masowe gromadzenie danych staje się beczką prochu. Platformy powinny mieć obowiązek zapewniania nam takiego samego obowiązku zaufania.

Mechanika wycieków

Facebook znalazł się w tym bagnie po tym, jak dziennikarze odkryli, jak doszło do wycieku. Alexander Kogan, badacz z Uniwersytetu w Cambridge, opracował aplikację dla Facebooka. To był „test osobowości”.

Aplikacja przesyłała informacje zebrane od osób, które ją pobrały. Przesłał także dane o swoich znajomych, którzy nigdy ich nie pobrali. Było to sprzeczne z polityką Facebooka.

W sumie Cambridge Analytica zebrała dane o około 50 milionach użytkowników Facebooka. Wielu nawet nie podejrzewało, że coś takiego się dzieje.

Według raportów, w tym jednego z The Guardian, najgorsze jest to, co im zrobiono. Dane zawierały pozornie ezoteryczne szczegóły. Śledzili, co użytkownicy kupowali w Internecie. Rejestrowali, które strony odwiedzali. Mierzyli, jak długo kursor pozostawał nad linkiem.

Cambridge Analytica wykorzystała to do stworzenia profili psychologicznych milionów Amerykanów. Następnie skierowali do tych użytkowników reklamy polityczne mające na celu wpłynięcie na ich głosy. Steve Banno, były główny strateg prezydenta Donalda Trumpa, był wówczas członkiem zarządu Cambridge Analytica.

Informacje milionów użytkowników Facebooka zostały skradzione bez ich wiedzy. Próbowano nakłonić ich do głosowania w określony sposób.

Jak mogło dojść do takiego naruszenia prywatności?

Odpowiedź kryje się we wszystkich polach, które nie zostały zaznaczone podczas pobierania aplikacji. Znajduje się to w paragrafie 50 każdej umowy użytkownika końcowego, który nie jest czytany, ale akceptowany. Każde błędne założenie zakłada, że ​​te firmy nas nie oszukają.

Firmy te wmawiają nam, że kontrolujemy informacje, które udostępniamy.

Ha!

Dlaczego Twoje ustawienia prywatności są kłamstwem

Poczucie kontroli, jakie towarzyszy zmianie ustawień prywatności, jest w większości iluzją. Paraliżuje cię albo fałszywe poczucie mocy, albo przytłaczający strumień wyborów. Jest to główny argument książki Hartzoga Privacy Architecture: The Battle for Control of the Design of New Technologies.

„Problem polega na tym, że kontrola, jaką dają ludziom, jest iluzją… czasami otrzymujemy taką kontrolę, że się w niej toniemy”.

Platformy takie jak Facebook prosperują dzięki temu oszustwu. Powód jest prosty: Twoje dane są cenne. Skandal z Cambridge Analytica nie tylko ujawnił lukę prawną; udowodnił, że firmy te mają wszelkie bodźce, aby zebrać o Tobie jak najwięcej informacji.

Mark Zuckerberg odpowiedział na publiczne oburzenie postem, który w dziwny sposób odzwierciedlał krytykę Hartzoga. Nazwał to naruszeniem zaufania między Facebookiem a jego użytkownikami. Przyznał, że ludzie udostępniają dane oczekując ochrony. Powiedział, że musimy to naprawić.

Nie można tego jednak naprawić, ulepszając menu ustawień. Ostatecznym rozwiązaniem są rygorystyczne regulacje. Potrzebujemy przepisów kontrolujących sposób, w jaki te witryny gromadzą i rozpowszechniają dane. Bez granic prawnych użytkownicy nigdy nie będą w stanie naprawdę odzyskać kontroli.

Odzyskaj kontrolę bez opuszczania platformy

Jeśli skandal Cambridge Analytica sprawił, że czujesz się bezbronny, nie jesteś sam. Tysiące ludzi szuka sposobów na odzyskanie kontroli nad swoim cyfrowym śladem.

Możesz zacząć od pobrania danych o Tobie przechowywanych przez Facebooka. Przejdź do strony ustawień ogólnych i poproś o archiwum. To wyraźna pamiątka tego, co tam jest przechowywane.

Następnie odwiedź stronę ustawień reklam. Zmień ustawienia, aby ograniczyć sposób wykorzystania Twoich informacji do kierowania. Strona ustawień aplikacji innych firm to kolejny krytyczny punkt kontrolny. Odwołaj dostęp do aplikacji, których już nie używasz.

Elon Musk poszedł dalej i całkowicie usunął swoje konto. Dla niektórych jest to opłacalne posunięcie. Ale to nie jedyna opcja.

Hartzog sugeruje inne podejście. Chodzi o świadomość. Uważaj, w co klikasz. Pomyśl o pytaniach, na które odpowiadasz.

Powstrzymaj się od poglądu, że korzystanie z Facebooka oznacza zgodę na rezygnację z prywatności. To nie musi tak być. Można istnieć w Internecie, nie zdradzając wszystkiego. Zaufanie jest trudne do przywrócenia. Ale może zaczniemy.